Znowu te kartony...
Te kartony mnie dobija. Przekladalem wczoraj z jednego rzeczy, a tu sie
okazalo ze mi sie karton rozdwoil.. Juz myslalem ze to jakas fata mrugana
czy cos w tym stylu, ale jednak nie...Nie da sie z tymi kartonami juz zyc.
Dobrze ze stoi wiekszosc w garazu, ale i tak sie troche obijam o te nedzne
resztki. Jutro podjedzie firma i zabiora ( tak, tak ...nawet w niedziele to
robia ), a potem my sie zabierzemy i ... znowu sie bede obijal przez
stojace kartony. I tak zle i tak niedobrze.
Za okienkiem...jeszcze mrocznie, ale przespany jestem na wylot (tzn. gdybym
sie polozyl to najpewniej bym jeszcze zasnal). Wczorajszy dzien mnie troche
rozlozyl na lopatki, ale byle do jutra. A od poniedzialku normlanie juz
wracam w trybiki prackowego kieraciku. I dobrze, przynajmniej "odpoczne".
A teraz ide sie napic herbatki i troche sobie poczytam i mam nadzieje ze
taki bedzie moj caly dzisiejszy dzien :)
Maluszek :) - 28.08.2010
'''''''''''''
Moving...masakra bedzie :)
Maluszek :) - 29.08.2010
''''''''''''''''
Konca nie widac...
Myslalem,ze to sie nigdy nie skonczy. Najpierw przewiezienie, to poszlo
szybko samochodami do przeprowadzek, ale wypakowanie.... Mam na mysli
wypakowanie tego i owego z kartonow - HORROR. Szlo nawet szybko w pewnym
momencie, ale po paru godzinach przyszedl Andie i stwierdzil, ze ma dosyc,
ze juz mu sie nie chce i najlepiej zrobmy sobie przerwe. Na to wpadl Sly i
Grzes i...przytargali piwko, wiec na dobre 2 godziny "utknelismy". Grzes
dostarczyl obiadek, wiec sie tez zrobilo leniwie.
Meskie grono, bez kobiet, to i w koncu ktos wlaczyl kanal sportowy i
ogladalismy powtorki z Gigantow, gadajac i sie chyba troche "relaksujac".
Rozpakowanie trwalo cala wiecznosc. Jeszcze troche zostalo kartonikow, ale
to juz pikus...
Czekaja mnie jeszcze dwie takie akcje, kiedys tam w przyszlosci, a moze i
wiecej, kto wie i juz sie "boje"...
Maluszek :) - 30.08.2010
''''''''''''''''
Znowu wtorek :)
Wtorkowa noc. U mnie juz te wszystkie wpisy wypadaja w porze nocnej, ale
jak sie klade z kurami spac, a moze zanim one jeszcze sie poloza to i
wstaje o nienormalnej porze dla wielu innych ludzi. Mam nature sowy, wiec
lubie nocne siedzenie, przynajmniej jest cisza i spokoj i nikt nie
przeszkadza.
Przegladam (raczej ogarniam wzrokiem) te wszystkie kartony, ktore jeszcze
zostaly do rozpakowania. Troche tego jest, kilka sam rozpakuje,a jak sie
rano pojawi brygada :), to, o ile nie bedzie piwka, albo zarcia ponad
miare, jest szansa ze sie uwiniemy do popoludnia. Chyba inaczej, oni sie
uwina, a ja sie zwine do pracy :) Ktos musi ludziom na nerwach grac, wiec
najlepsi od tego spece musza sie pojawic na stanowiskach :) Zawloke Andiego
i niech mi pomaga, haha. Co sie bedzie obijal w czterech katach o kartony.
Przez uchylone okienko wpada rozgrzane powietrze. Jest cieplo i nadal
upalnie w ciagu dnia, chociaz nawet jakies burze prawdopodobnie maja byc.
Zawsze i tak omijaja moja osobe, a szkoda bo strasznie lubie takie
prawdziwe mocne burze. Nie boje sie burzy, ale czuje przed nia respekt.
Duzo w czasie mojego podrozowania tu i tam przezylem dziwnych zjawisk
atmosferycznych i skoro nie mam na nie wplywu, moge im "schodzic" z drogi.
Ale burze od malego mnie fascynowaly :)
No dobra, pisanie pisaniem, ale kartoniki moge troche oproznic. Koniec
lenistwa i sie biore do roboty...
Jeszcze tylko kawusia...
Maluszek :) - 31.08.2010
'''''''''''''''''
A mialo byc spokojnie...
Przeprowadzka, przeprowadzka, a praca, praca....
Wlasnie udalo mi sie dotrzec do domu i nie powiem, zebym byl wypoczety.
Przeciez to poczatek tygodnia, wiec skad tylu...W kazdym razie bylo co
robic i nawet nie mielismy czasu na chwile relaksu (czytaj: drzemeczka).
Tak nie lubie...Bardzo nie lubie... Po tych dniach walki z kartonami mialem
wrazenie, ze za kare musze cos podniesc, cos podac itp. Tak mnie bolaly
miesnie, ze niech to. Bola caly czas. Zawsze takie "rzeczy" wychodza po
czasie, a czlowiek sie zastanawia po czym taki bol.. Ja sie zastanawiam
poniewaz jak wiadomo mam "starcza" demencje ;)
W domku cicho i tylko na dzien dobry ( po ciemku sie "skradalem"),
wyrznalem w karton stojacy w korytarzu. Kto go tam postawil ??? Jak znam
zycie JA SAM :(
Patrze z obrzydzeniem na "prace domowa", ktora musialem zabrac z braku
czasu. Zmiana wlazla to nie bylo co im dluzej na glowie siedziec. Zreszta z
mojej pracy nalezy uciekac jak sie tylko da najpredzej, inaczej mozna
pozostac w niej jako ta osoba "niezastapiona" bardzo dlugo....
Dobry, spokojny domek... Wesolo posapuje czajniczek z woda, wiec nie
pozostaje mi nic innego jak tylko zalac kubasek z kawusia i pozwolic
leniwie jej aromatowi zawladnac metrazem...
Maluszek :) - 01.09.2010
'''''''''''''''''
Spacerek :)
Skoro swit (to juz tradycja), wygrzebalem sie z cieplego lozeczka i
powedrowalem w swiat :) Mam takie swoje sciezki, gdzie moge spokojnie
spacerowac i podziwiac widoczki (skosztowac jabluszek prosto z drzewa).
Zaczynam od mostu nad rzeka. Fantastycznie wygladaja z wysokosci wiry,
takie zakrecone, spieszace sie nie wiadomo dokad... Plywaja labadki,
kaczuchy i inne ptactwo wodne (mniej lub bardziej rozpoznawalne). Nastepny
etap to terenik lekko pod gorke, ale naprawde lekko. Mijam zalesione
tereny, laki,oczka wodne, wedkarzy. Mnie mijaja biegacze, rowerzysci,
spacerowicze (tych jest jak na lekarstwo). Drepczac dalej mijam dwa
kosciolki na totalnym odludziu.Przechodze przez jedyna uliczke (malo
uczeszczana)i znowu "zanurzam" sie w laki.Sa jeszcze bardzo zielone,
soczyste w kolorach. Dzisiaj zalowalem troche, ze nie mialem na nogach
gumiaczkow, ehhhh wlazlbym w te trawska i pomaszerowal sobie w sina dal :)
Ale mialem ajdadaski na nogach, a poranna rosa...jakos przezylem chodzenie
po chodniczku. Polazilem tak z dwie godzinki i wrocilem do domku, a potem
juz normalny kieracik, czyli ....DO PRACY MARSZ :)
W koncu wyrwalem sie i z tego kola prackowego, przyturlalem sie w zacisze
domowego ogniska i...I juz mi sie nic nie chce. Finito na dzisiaj. Lapie
oddech przed jutrem...
Maluszek :) - 08.09.2010
'''''''''''''''''
Slow kilka :)
Przerwa, przerwa...
Tym razem, szczerze mowiac (piszac),nie mialem ochoty zagladac na blogasa.
Primo bylo troche pracy ponad norme, secundo... slodka tajemnica :)
Zalatalem sam siebie prawie na amen, a i wykorzystac sie dalem podstepem i
w koncu osiadlem na chwile na laurach (czytaj: w fotelu).
W chwilach wolnych, takowe sie zdarzaly, przemierzalem szlaki piesze,
wlasnonoznie odkryte i delektowalem oczy zielenia i piekna pogoda (nadal
sie utrzymuje). Fakt, faktem ktoregos poranka spacerujac zmoklem
niemozebnie, ale to byl tylko poranny wybryk aury, ktora potem rzucila na
Ziemie duchote i zar... Taki psikus natury, ot i tyle.
Dogladalem "moje" owocowe gospodarstwo, czyli tzw. szaberek :) No, ladny to
mi szaber jak owoce same sie pchaja do reki i to nie zza plotu :)
Tak jak pisze, dni zlatywaly na pracy i spacerach, spaniu i pracy i
spacerach i tak w kolo Macieju az do dzisiaj. Pieknie wygladaja wzgorza,
jeszcze zielone, chociaz tu i owdzie wkrada sie juz troche inna paleta
barw, ale to jeszcze potrwa zanim zawladnie calym zielonym krolestwem.
Nie omieszkalem zajrzec nad wielka wode i nacieszyc oczy bezkresem
horyzontu, uszy szumem fal rozbijajcych sie o brzeg i kosteczki takie
starenkie kapiela sloneczno-wodna :) Cudowne uczucie. Tutaj nie spotykam
ludzi na plazy, nie ma tlumu, wrzawy...Jestem tylko ja i przyroda. Nie da
sie lepiej odpoczac, niz na lonie przyrody po stresujacych godzinach w
pracy. Nawet sen nie przynosi takiego ukojenia wewnatrz jak spacerek i
odreagowanie meczacego dnia w sposob czynny.
No tak, a dzisiaj...
Dzisiaj ide popracowac, pare godzin zaledwie, ale jednak. Mialem nie isc...
Nigdy nie moge planowac niczego do przodu :( Jakos to przezyje, innego
wyjscia nie mam, ale sklamie jak napisze, ze mi sie nie chce spac...Gdybym
tylko nie musial...
KONIEC I DO ROBOTY MARSZ ;)
Maluszek :) - 13.09.2010
''''''''''''''''''''
Dodatek :)
Wrocilem z pracki. Nareszcie. Niby nie bylem dlugo, ale zawsze. Pogoda za
oknem bardziej plazowa niz prackowa i sie zastanawialem czy czasami nie
nalezaloby zboczyc z kursu... Marzenie :)
Dzisiaj pierwszy raz po pol roku Zonka wsiadla do samochodu. Taki niedobry
jestem, ze zakazalem :) Zartuje. Zima + lekki poslizg = zlamanko. Ale juz
sie zmotoryzowala i teraz bedzie : szukaj wiatru w polu :)
Przedwczoraj dzieciaki wyciagnely Polowice nad wielka wode i nawet sie udal
wypad, zdjecie zamku z piasku mam :) Nie ma to jak budowanie zamkow na
piasku, a podobno sie tego nie robi ... Ale jest ladny , obszerny i niezla
w sumie fortyfikacja wyszla do obrony :) Ciekawe przed kim, hahaha :)
W domku cisza. Zywego ducha nie uraczysz (widzial ktos zywe duchy?).
Dzieciaki w rozjazdach, Zonka na rehabilitacji, wiec moge troche
poleniuchowac zanim wroci. Zrobilem sobie spacerek po takich moich
sciezkach. Nie za daleko, tak tylko "rozprostowalem" po pracy nozki i
"poukladalem" zarelko w brzuszku. Pierwszy rzut po powrocie byl na JESC!
Nie mialem czasu, zeby rano zjesc cos przed praca, a potem to mi sie
zoladek wokol kregoslupa okreca z glodu :) Caly ja :)
Troche ogarnalem tu i tam powierzchnie uzytkowa, chcialem sie dorelaksowac
JG 2, ale mi nie wyszlo. Moze sie wezme za jakies czytadlo ? Zobaczymy, czy
mi czasu starczy chociaz na kilka stron. Praca domowa....Ta ma czas i musi
poczekac az bede mial checi, a z tymi to roznie bywa...
Ide po kawusie. Nie ma to jak kofeina zamiast krwi :)
Maluszek :) - 13.09.2010
''''''''''''''''''''
Dzien leniucha do potegi n-tej...
Len ze mnie straszny dzisiaj sie zrobil. Poznalem to po niezwyklej niecheci
wstania z loza (nie Madejowego). Ani prawa noga nie chciala sie sluchac,
ani lewa... Ale i tak skoro swit sie zerwalem i polazlem na spacer. To
przeciez rytual i weszlo mi to juz w krew (i chodzi sobie w tej krwi i
chodzi). Polazlem dzisiaj w inna strone niz zwykle, a to tylko dlatego, ze
zachcialo mi sie potupac nad stawek i zobaczyc jak sie maja moje kaczuchy.
Chlebek w kieszen i polazlem. Nogi mi odpadaly prawie i o malo co nie
odpadly zanim sie doturlalem na miejsce. Jak sie jedzie czterema kolami to
jakos blisko sie wydawalo, a szedlem i szedlem... Gdyby nie busik,
spowrotem musieliby mnie chyba turlac, albo w jakis sposob teleportowac.
Taki bylem na nie jezeli chodzi o spacerek. Zrobilem i tak kilka ladnych
kilometrow. Kaczuchy chyba mnie juz poznaja. Zaraz doczlapaly swoim
kolyszacym sie kroczkiem do lawki na ktorej lapalem oddech i niezle mnie
obkwakaly za zwloke w dokarmianiu...
Dreptanie kaczuszek zawsze mnie bawi. Mam jeszcze jedno miejsce, gdzie moge
patrzec jak sobie plywaja i odpoczywaja na zielonej trawce. Blisko domu na
szczescie i spacerujac musze przejsc kolo nich. Ale te sa bardziej nieufne
i tylko niekiedy "daja" sie podejsc.
Dzisiaj zabralem pieski, zeby sie wybiegaly na laczce. Ale ciagnely do domu
jakby mialy umowione spotkanie (bo i mialy na "psiej farmie"). W domu juz
mnie len troche opuscil i zabralem sie za domowe porzadki i takie tam inne
pierdoly, ktore sie zawsze same odkladaja "na potem" :)
A teraz... Skonczylem nierowna walke i czekam az sie Zonka w domu pojawi.
Zabralem sie za zalegle prace domowe i czekam...
Ide po troche kofeiny (tej mam zawsze za malo we krwi) i zatopie sie w tych
wstretnych papierzyskach zabijajac czas...
Maluszek :) - 21.09.2010
''''''''''''''''''''''
Super dzien :)
Wrocilem do domku, a wlasciwie to wrocilo nas niezle stadko :) Bylismy na
meczu Malego, oczywiscie przegrali jak zwykle, ale na szczescie sie tym nie
przejeli az tak bardzo. Tak to juz jest, ze ktos musi przegrac. Pogoda
dopisuje, jak zawsze. Smiesznie wygladaja takie rozgrywki "MALYCH". Ale
graja z taka zacietoscia jakby od tego zalezal co najmniej los ludzkosci :)
Dobrze, ze z humorem to przyjmuja. Przegrali i maja teraz ciezki tydzien
przed soba, musza sie przygotowac na rewanz... To bedzie niesamowite
widowisko, poniewaz jak to dzieciaki graja zawziecie i nie chca ani jednego
punktu oddac bez walki (prawie na noze). Zeby tak czasami te "starszaki"
braly z nich przykladzik, to byloby na co popatrzec. Haha, "starszaki"...
Mam na mysli chociazby nasza "dorosla" druzyne. Albo nie chce sie odbijac,
albo biegac, albo sie ma dziurawe rece...No coz, wiek ma swoje prawa. A
tematy zawsze sie kreca dookola piwka juz po grze, wiec normalne, ze kazdy
mysli tylko o jak najszybszym koncu tej "meczarni". :)
Po meczu bylo male party w pizzerii i sobie lasuchy te "zgubione" kalorie
odrobily. Glosno bylo jak w ulu. I oni i przeciwnicy mieli niezla frajde z
zajadania sie. Zamiast sniadania pizza... Nie bede tego komentowal :)
Za okienkiem nawet ladnie, chociaz juz nie tak upalnie jak to bywalo, ale
nie powiem ze jest chlodno, bo sklamie.Dzisiaj odpuscilem sobie spacer.
Przeciez mialem powietrza pod dostatkiem siedzac i pilnujac lawki...
Czas jak zwykle na kofeinke :) Ide robic mokry napoj :)
Maluszek :) - 26.09.2010
'''''''''''''''''
Spacerek w sina dal...
Chciec a nie moc... Serio ja chciec nabazgrac tu kilka slowek, ale mi sie
nie udawalo czasowo i sie taka luka zrobila w tym pisaniu. To juz przestaje
byc zabawne.
Odbebnilem dzisiaj spacerek po okolicy. Piekna pogoda nadal dopisuje i nie
mialo sensu siedzenie w domu. Powoli zaczynaja sie kolorowo barwic drzewka.
Na razie tylko klony zmieniaja swoje ubarwienie z zielonego w czerwony. Tak
sie zawsze zaczyna, a potem nie wiadomo kiedy robi sie kolorowo wszedzie,
gdzie sie tylko czlowiek nie spojrzy. Taki delikatny i cieply poczatek
jesieni lubie najbardziej. Temp. nie spada ponizej 19 stopni, swieci
sloneczko ale zapowiadaja kilka dni deszczowych.
CD...
Zrobilem kilka ladnych kilometrow wlokac noge za noga. Przeciez sie nigdzie
nie spieszylem. Porobilem pare zdjec (kaczuszke tez mam), takich jeszcze
letnich...A moze juz lekko jesiennych ?
Nade mna leniwie przesuwaly sie wielkie biale cummulusy i przeslanialy
cudownie blekitne niebo. Na szczesie tylko czasami przeslanialy ten
cieszacy oko blekit :)
Tak sobie tuptalem tu i tam, czasami zbaczajac z drozki i goniac za
"niczym" po bezdrozach. Mijaly mnie stadka ludzi na rowerach, stadka
piechurow, stadka ludzikow z kijkami w rekach, stadka biegajacych dzielnie
przed siebie, spoconych czlekow. A ja...Powoli wlokac sie jak zolw na
wstecznym podazalem przed siebie. I podazalbym tak bez celu w sina dal, ale
mnie glodzik dopadl i chcac nie chcac wracalem wlokac wlasne ja na nogach
spowrotem. Mijalem sady, stawki, kaczuchy, stadnine koni (w oddali), maly
kanal, przechodzilem pod mostem, po moscie (szedlem i szedlem i
...myslalem, ze nie skonczy sie ten most nad rzeka ), znowu pod mostem, nad
kanalami, przez alejki i w koncu dolazlem do domu...
Przyznaje sie, ze troche mnie tu i tam juz nogi bolaly od tego zolwiego
tempa (chyba za malo chodze na spacerki).
Najadlem sie za trzech, troche pogadalem z domownikami i...polazlem na
mniejszy spacerek :) Takie zycie trampka mam we krwi :)
A teraz... Nabazgralem kilka slowek i moge z czystym sumieniem odlozyc
kompa na bok i zrobic sobie ta wymarzona kawusie :)
Maluszek :) - 02.10.2010
''''''''''''''''''
Rozmyslania, ktore nie wszystkim przypadna do gustu...
Czasami, gdy swiat staje sie jeszcze bardziej absurdalny, niz to ma miejsce
zazwyczaj, zastanawiam sie, czy nie jestesmy wytworem wyobrazni, czy nie
snimy sie jakiemus psychopacie.
A wiec moj drogi „Stworco”, „Wlascicielu”, „Panie i Wladco”...
Skladam Ci szczere kondolencje z powodu wymyslenia tylu makabrycznosci.
Przykro mi z powodu Twoich chorych wizji. Kto inny jak nie Ty moglby
wymyslic tyle wojen? Glod. Nieszczescia. Przemoc. Czy Ty je odczuwasz? Czy
kiedykolwiek spotkales sie z nimi w swojej „rzeczywistosci?
Samego siebie bym Ci jeszcze podarowal. Ale takiego „mnie” razy szesc
miliardow, bo kazdy ma jakies swoje „mysli” to stanowczo za duzo na mnie
jednego. Nie boli Cie czasami glowa od nas wszystkich? Czy wtedy gdy za
bardzo boli Cie przeze mnie kladziesz mnie spac? To by wyjasnialo, dlaczego
polowa ludzkosci spi obecnie. Co jednak ze snami? Czy sa „nasze wlasne”?
Czy moze to Ty je wymysliles?
Chyba ogladasz za duzo telewizji. Czy w Twoim swiecie ona istnieje, czy
wymysliles ja na „nasz” uzytek? Jesli ja masz, to chyba ogladasz ja za
czesto. Inaczej jak moglbys wymyslec nasz swiat. A moze jest Was wielu?
Siedzicie sobie wygodnie w czyms, co „my” nazywamy fotelami? Raczycie sie
historiami z wymyslonego przez Was swiata? Moze Wy sie dobrze bawicie, bo
my nie zawsze...
A moze piszesz ksiazke o swiecie, w ktorym chcialbys zyc? Mam tylko
nadzieje, ze nie jest to ksiazka o mnie konkretnie... Skoro jestes, to
wiesz dlaczego.
Nie wiem. Byc moze Twoj swiat, to to samo miejsce za tysiace lat. A moze
juz za tydzien. Moze wydaje Ci sie, ze nasz swiat byl lepszy od Twojego?
Moze wymyslasz nas, by pokazac, ze teraz ludzie (jesli jestes czlowiekiem)
sa lepsi niz ci z XX wieku? A moze Twoja ziemia jest planeta, na ktorej nie
ma juz zieleni? Moze wedrujesz osamotniony po wszechswiecie? Moze ocalales
juz tylko Ty?
Z drugiej strony gratuluje Ci szesciu miliardow ludzi. Nie wszyscy sie
udali, ale wypadki przy pracy sie zdarzaja. Gratuluje stworzenia nadziei i
milosci. Czy o nich slyszales? A moze to juz ludzie sami do tego doszli?
Czy byli zbyt samotni, bo tak chciales?
Dzieki za zielen drzew. Za blekitne niebo. Za lzy. Za usmiech. Za zachody i
wschody slonca. A takze za to, co pomiedzy nimi. Dzieki za muzyke. Za
ludzi. Dzieki za sztuke. Czy jestes szczesliwy? Nie wydaje mi sie. Jesli
bys byl, to nie tworzylbys wielu okropnych obrazow. A moze tesknisz za
czyms co przeminelo, za czyms, czego nigdy nie bylo. Chociaz w gruncie
rzeczy, czym jest szczescie?
Koncze te dywagacje. Sam wiesz. Jesli jestes,to moze sie okazac, ze wcale
nie sa moje. Moze to Ty je wymysliles.
Jesli natomiast Cie nie ma... To znaczy, ze to ja wymyslilem Ciebie, to ze
mna jest cos nie tak, to ja powinienem... Sam wiesz co...
Maluszek :) - 03.10.2010
''''''''''''''''''''''
Jesienny spacerek po sadzie :)
Jesienią, jesienią
Sady się rumienią;
Czerwone jabłuszka
Pomiędzy zielenią.
Maria Konopnicka
Maluszek :) - 05.10.2010
'''''''''''''''''
Weekend :)
Strasznie nie chcialo mi sie pisac przez ostatnie dni. Spacerek tu,
spacerek tam i wracalem na czterech :) Tylko prosze bez zadnych skojarzen.
Piekna pogoda dopisywala przez ostatnie dni i cieplo bylo,nawet bardzo,
dlatego nie chcialo sie siedziec w czterech scianach tylko czlowieki sie
rwaly w plenerek. Lazilismy tu i tam, zagladajac do kaczuszek nad stawkami,
odwiedzajac "stare" miejsca.
Najbardziej lubie moment przejscia po moscie :) Dlugie to cholerstwo i sie
drepcze i drepcze i drepcze...A kunca nie widac :) Ale za to widok z mostu
jest obledny. Rzeczka plynie spokojnym nurtem, kaczuszki po niej plywaja, a
tych z kijami maczanymi w wodzie to naliczylem ostatnio 19-stu na
niewielkim skrawku piaszczystej plazy. Nie wiem co oni tam lowia, ale zycze
kazdemu co najmniej rekina :) Co sobie bede zalowal. I tak zanim ryba
dojedzie z wedkarzem do domu, to zdazy pieciokrotnie sie powiekszyc :))))
Caly weekend byl przechodzony. Ludzi jak mrowek. To normalne :) Jedni
chodza inni jezdza. Jak kto woli tak sie porusza po terenach do rekreacji.
Dla mnie najlepsze sa spacerki, trzeba troche dbac o dotlenianie organizmu
i ten glowny mechanizm. Zreszta szwedanie sie po okolicy zawsze zaliczalem
do przyjemnosci :)
Nie chce mi sie dalej skrobac, ale spacerkowe fotki jak zawsze dodaje :)
Maluszek :) - 10.10.2010
''''''''''''''''
I znowu jesienny spacerek :)
Kolejny dzien i kolejne "nabite" kilometry. Jak sie jest "trampkiem", to
takie lazegowanie jest sama przyjemnoscia.Znowu mnie zagnalo nad "kacze stawy". Pogoda jest piekna, zwlaszcza o poranku (wtedy najchetniej wymykam sie z domu). To nic, ze chlodzikiem pachnie, to nic, ze sloneczko jeszcze jest zaspane. Taka pore lubie. Ludzie jeszcze spia, a prawdziwi maniacy wyruszaja w trase :) Spotykam tych samych ludzi na "moim" szlaku.
Dzisiaj podziwialem tych z kijami w wodzie. Osobiscie nie jestem zwolennikiem maczania kija w H2O ( nie mam nikogo, kto wyreczylby mnie w "nadziewaniu" robaczka na haczyk, a poza tym to niech sobie zyja te
glizdzielce wszelakie spokojnie pod ziemia i draza swoje korytarzyki).
Dosyc tego robaczywego tematu!
Nad stawkami w szuwarkach "podgladalem" kaczuchy. A idac ku stawkom, widzialem nad woda kruki (nie wrony). Wielkie, czarne do bolu i drace sie kruczym jezykiem w nieboglosy. Ja na jedna strone stawku, one na druga przelatywaly. Ja tam gdzie one, one tam gdzie bylem i tak w kolo Macieju. Do znudzenia :)
Jesien juz sie zaczyna,taka piekna i kolorowa. Lata to BABIE LATO i sie czleka czepia. Pfui. Nie lubie jak tak znienacka"zaplatuje'" sie w pajeczyne. Zgroza w oczach, taniec szamana w transie i okrzyki obrzydzenia.
Coz, taki jestem i tego nie lubie. A w ogole, powinno sie toto latajace nazywac nie Babie Lato, tylko Babi Wlos, o ile mozna cos takiego nazwac... No przylepia sie niemozebnie do twarzy... Ciekawe dlaczego u mnie zawsze wybiera twarz?
Ale wracam do tematu. Spacerowalem i spacerowalem. Przyznaje, ze dzisiaj jakos szybciej mi sie chodzilo....Moze juz wprawy nogi nabraly, a moze mi buty na siedmiomilowe podmieniono. Nie wiem. Wokol stawy sa porosniete trzcina, tatarakiem i...palkami. Mam na mysli (dla bardziej wtajemniczonych), rogoze (Typha). Dzisiaj zapedzilem sie nad kolejny stawek (jest ich kilka) i znalazlem Typha gracilis, czyli delikatna, nieduza (tylko 150cm), odmiane rogozy. Zabralem ze soba sztuke jedna do domku.
Jakos nie mialem pewnosci, czy te paleczki nie sa czasami pod ochrona....A kasy za paleczki nie chce bulic :) Ale jedna upolowalem. Te male nie przekwitaja jeszcze, a te duze - normalne, ze tak je nazwe - wygladaja jak male futrzaki na kijkach :)
I tak sobie lazilem i lazilem, pstrykalem zdjecia i....I teraz dopije kawusie...
Maluszek :) - 12.10.2010
''''''''''''''''''
Dumadleka :)
Droga wazniejsza jest od celu i to moze byc prawda. Mallarme powiedzial:
„Wszystko na swiecie istnieje po to, by skonczyc sie ksiazka”. I jest w tym jakas prawda.Kiedy odwracamy sie wstecz by spojrzec w przeszlosc, rozpoznajemy wazne miejsca zanotowane w czasie, i ze spokojna rezygnacja zgadzamy sie byc tym czym jestesmy. Zauwazamy miejsca od ktorych zmienia sie wzor naszego zycia, momentu w ktorym nieodwolalnie ruszamy w innym nowym kierunku.
Takie wazne miejsca ma zanotowane w pamieci kazdy. Zapamietujemy to co zostawilismy za soba, szczescie czy kleske i kroczymy naprzod ku innemu szczesciu lub bardziej gruntownej klesce.
Taki moment moze byc mgnieniem oka, spojrzeniem krzyzujacym sie z innym spojrzeniem, mysla, wypowiedzianym zdaniem, przeczytana ksiazka. Moze stac sie cichym popoludniem, gdy powiew wiatru zaszelesci w zieleni, switem gdy nalewa sie filizanke porannej kawy czy herbaty. Bedzie chwila gdy kropka postawiona na koncu zdania zepnie w calosc poszczegolne slowa.
Aldous Huxley w „Szekspirze i religii” napisal: „Swiat jest zludzeniem,
lecz jest to zludzenie, które musimy potraktowac powaznie, gdyz jest ono rzeczywiste w calej swej rozciaglosci i w tych aspektach rzeczywistosci które jestesmy w stanie spostrzec. Nasze zadanie, to sie obudzic.”
I nic dalej nie wymedrkuje na dzisiaj. Naszlo mnie na takie refleksje po przeczytaniu tego i owego. Niech zyja mole ksiazkowe !Zostawiam moj slad na blogu i podazam do kuchni po poranna porcje kofeiny:)
Maluszek :) - 16.10.2010